Cupcakes and ballerina shoes

2017-06-19
Cupcakes and ballerina shoes
Podobno w Nowym Yorku jest ponad 25 tysięcy restauracji. Inne źródła wyliczają, że potrzeba 54 lat (a liczba ta cały czas rośnie), aby codziennie jeść w innym miejscu. Ja chyba nie podejmę się żadnych osobistych rachunków i nadal pozostaną przy mojej kalkulacji, że na 8 dniowy pobyt w NYC potrzeba prawie że dwóch par na dzień. Chyba, że jesteście fankami balerinek, które, jak wiadomo, można nosić i do spodni i do spódniczek, sukienek; w wersji street style, czy glamour. Osobiście nie polecam zakładania 1 pary butów 2 dni pod rząd, szczególnie w Nowym Jorku, gdzie ceni się różnorodność. To raz, a dwa, że na własnych nogach sprawdziłam, jak chodzenie codziennie w innych butach bardzo podoba się moim stopom. W żadnym innym mieście nie będziecie chodzić tyle, ile w Nowym Yorku. Stopy się męczą, nogi bolą i mogą za bardzo jakby przyzwyczaić się do ciągłych ucisków i pracy buta w jednych i tych samych miejscach. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie; chciałam precyzyjnie to wytłumaczyć. Ja spacerując po NY nie nabawiłam się kompletnie żadnego pęcherza, obtarcia itp. A to oczywiście za sprawą wygodnych butów z elikshoe.pl jak i właśnie takiego mojego sposobu mixowania :)  W tajemnicy napiszę Wam, że nawet sportowe, uliczne modele znanych marek zawiodły moich towarzyszy podróży. Ale kto bierze ze sobą, szczególnie do Nowego Jorku, tylko 1 parę butów!? Stopy się obraziły i dały o sobie znać!
Wracając do jedzenia w Nowym Jorku to radzę skorzystać z opinii innych, poczytać, wybrać, wyselekcjonować, ale i samemu znaleźć coś, co akurat wpadnie Wam w oko, gdzie będziecie mieli ochotę wejść i spróbować. Obiecuję, ale i przestrzegam, że na swojej drodze takich miejsc będziecie mieć mnóstwo. NY to prawdziwa pułapka dla smakoszy i łasuchów, na każdym kroku coś przyciąga wzrok, pachnie i kusi. Myślę, że w "mieście, które nigdy nie śpi" można by nie robić nic tylko chodzić i odwiedzać lokale i nazwać mu drugie imię - miasta, w którym ciągle się je! Muzea i inne atrakcje można zostawić na później, jak już porządnie się najecie.
Ja jadąc do Stanów miałam kilka kulinarnych celów.
Pierwszy, to zjeść taką pizze, jak Kevin (gdy był) sam w Nowym Yorku.
Drugi to chińszczyzna i lody z kartonów, takie jak jedzone są w serialach.
To takie skojarzenia z ekranu, podobnie jak miejsca znane z tego, że można "zjeść" lunch z gwiazdami. Niedosłownie, chyba, że akurat będzie się miało takie szczęście, że jakiś aktor/ka, piosenkarz, piosenkarka, model czy modelka odwiedzą swoje ulubione miejsce.
Sugerowałam się także wpisami na blogach, ocenami, czy rekomendacjami w Internecie.
Nie każde miejsce, które akurat zaznaczyliśmy na mapie (przy 4 osobach nie zawsze akurat wszyscy mieli ochotę na to, czy na tamto) udało się odwiedzić. Ale udało się nam znaleźć także "coś naszego". Nazwy miejsc podam na samym końcu. Zdradzę Wam też super pomysł mojej siostry. Stworzyła kulinarną mapę, czyli zaznaczyła punkty z jedzeniem, na które możemy zwrócić uwagę będą w danym miejscu. I tym sposobem pewnego dnia na naszej drodze pojawiła się Magnolia Bakery, ta sama, w której Carry i Miranda jadły babeczki w 3 sezonie Sex and the City. To prawdziwa uciecha dla fanek "Seksu w Wielkim Mieście", ale i prawdziwa rozkosz dla podniebienia.
Włączyłam sobie na You Tubie ten fragment. Ojj, to wspaniałe uczucie być w miejscu, które widziało się w telewizorze! Tak naprawdę, choć zupełnie nie mam orientacji w terenie, w NY nie czułam się zagubiona. Miejsca były mi znane właśnie z filmów, z programów, z seriali.  A teraz, gdy oglądam je znowu, to mówię "byłam tam". Naprawdę istnieją, naprawdę takie są. To niesamowite.
Nie udało mi się tylko pochodzić po Nowym Yorku w szpilkach, np. jak bohaterki Sex and the City. Jednak eleganckie, błyszczące i wyjątkowe balerinki były idealnym zastępstwem. I nie mamy zdjęcia z moją siostrą pod The Magnolia Bakery, takiego samego jak ujęcie w serialu, bo ławeczki tam nie ma. Ale nic nie szkodzi; wynagrodzą to zdjęcia z okolic cukierni. To tak jakby śladami Sex and the City (a prawdziwe ślady byłyby super, bo pamiętacie, że balerinki mają obcasik w kształcie serduszka?).
A na koniec lista moich ulubionych miejsc, gdzie zjeść w NY i kilka słów o nich:
Jack's Wife Freda Restaurant - idealne miejsce dla miłośników instagramowych zdjęć #instafood i #foodporn . I zareklamowane po brzegi właśnie przez blogosferę i instasferę. Jak dla mnie za tłoczno (nie było nawet jak zrobić zdjęcia.
Adres: 224 Lafayette St, New York, NY 10012, Stany Zjednoczone


Niestety nie zachwyciłam się włoskim jedzeniem w Little Italy oraz chińskim w China Town. Zdecydowanie lepszą włoską kuchnią rozkoszowałam się we Włoszech, ale sam klimat tych miejsc, jakby nagle wyrosło mi przed oczami jedno i drugie państwo - jest niesamowite. Smakowało mi natomiast greckie jedzenie z food trucka. Jednak w Ameryce lepiej było mi dane jeść amerykańskie niż europejskie, czy azjatyckie potrawy. Bajgle i donaty - nie sposób było ich nie zjeść; są na każdym kroku. Podobnie cheesburgery i hot dogi - kultowe dla NYC fast foody, ale my wybraliśmy jednak wersję zdrowszą - Shake Shack.
Najlepiej smakowało na świeżym powietrzu. 
Adres: 
Na śniadanie koniecznie wpadnijcie na bajgla z łososiem, serkiem, cebulą i pomidorem. Do tego kawa w rękę i idealnie wpasujecie się w tłum nowojorczyków podążających  do metra.


Sandwich Shop Eisenberg - oznaczone literką B ( A to najlepsza jakość, D najgorsza), a ja za wyśmienitą zupę (a nawet zupy, bo gdy, jak zawsze, nie mogłam się zdecydować, z kuchni przyniesiono mi na próbę po trochu każdej) i kultową kanapkę z tuńczykiem daję 5+.
Plus za towarzystwo na ścianie - wiszą tam zdjęcia gwiazd, które tu jadły.
Adres: 174 5th Ave, New York, NY 10010, Stany Zjednoczone.


"Wyoglądane" na kanale You Tube  Jemerced - Roberta's Pizza zachwyciło mnie nie tyle pizzą, co sałatką z ricottą i orzechami, klimatem
i wspaniałymi, inspirującymi ludźmi.
Adres: 261 Moore St, Brooklyn, NY 11206, Stany Zjednoczone.



Nie udało mi się skosztować wyśmienitego wegańskiego puddingu z food trucka The Cinnamon Snail oraz homara, a także najlepszego steka na Brooklynie.
I przyznam się, że słynne cupcake jadłyśmy z moją siostrą nie raz:) .
Adres:
i Rockefeller Center.401 Bleecker Street, 200 Columbus Avenue.


Zapraszam Was teraz na porcję zdjęć, babeczki, pizzę i balerinki na deser!
PS: jeśli na wakacjach lubicie rozsmakowywać się w "regionalnych" potrawach, to NY jest najlepszy. Można tam jeść na okrągło, a nie jak w europejskich kulturach, gdzie mamy wyznaczone pory na dany posiłek. I nie musicie martwić się o kalorie. Nowojorczycy są o wiele chudsi niż reszta Amerykanów. Zabierajcie wygodne (i fajne) buty do "latania" i obierajcie kierunek na Big Apple, będziecie wiedzieć o czym mówię!










A na deser "Film o Babeczkach"


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel